Rok liderki. Jak Natalia została bohaterką

Na "osiemnastce" do długowłosej blondynki podchodzi kolega z klasy: - Natka, jest taka sprawa, ale nie wiem, czy się zgodzisz... - No mów! - ponagla dziewczyna. Zatkało go. W końcu duka: - Czy zgodzisz się zostać... liderką Szlachetnej Paczki? Na www.superw.pl zarejestrowała się jeszcze tej samej nocy. Nie przypuszczała wtedy, że zaczyna się najbardziej zwariowany rok w jej życiu.

Decyzja była spontaniczna. Tak jak Natalia. Kolega dobrze wiedział, do kogo "podbić". 

Reklama

- Jestem społeczniczką. Kiedy w pierwszej klasie liceum, w nowej szkole, na chwilę odpuściłam sobie wolontariat i udzielanie się na różnych forach, mama martwiła się, że coś mi się stało. Gdy powiedziałam jej o Paczce, odetchnęła z ulgą - opowiada.

Za rok matura

Wielu innych rodziców zareagowałoby pewnie inaczej. Natalia została liderką Szlachetnej Paczki w Końskich na początku roku szkolnego, w którym miała zdawać maturę. 

- Zawsze byłam ambitna, walczyłam o najlepsze oceny, a tu nagle doszło mi mnóstwo nowych obowiązków - wspomina. - Tak, jesień ubiegłego roku była intensywna!

Tym bardziej, że w tym samym czasie Natalia zaczęła jeszcze... prowadzić firmę. Ale o tym za chwilę. Na razie Paczka.

Bohaterowie poszukiwani

Szlachetna Paczka to jeden z największych, najbardziej rozpoznawalnych i najefektywniejszych projektów społecznych w Polsce. Kieruje się zasadą mądrej pomocy i wspiera materialnie i mentalnie konkretne osoby i rodziny znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej. Działa od 2001 r. i ma ogólnopolski zasięg. O jej sile stanowią wolontariusze. Tylko w ubiegłym roku było ich ponad 12 tys. 

Aktualnie trwa rekrutacja do kolejnej edycji projektu, który w fazę kulminacyjną wejdzie jesienią. W pierwszej kolejności poszukiwani są liderzy. Zgłosić można się na stronie www.superw.pl - dokładnie tak, jak rok temu zrobiła to Natalia.

Rękawiczki

- Byłam ostatnio u kosmetyczki, gadamy, jakoś zeszło na Paczkę. A ona na to: "Szlachetna Paczka? A co to w ogóle jest?" Byłam w szoku, że ktoś tego nie wie! Jak jej wytłumaczyłam? - pyta Natalia. - Opowiedziałam historię.

Natalia trafiła na nią, czytając opis rodziny sporządzony przez wolontariusza. Sprawdzała go, zanim trafił do internetowej bazy, z której darczyńcy wybierają osoby, dla których przygotowują potem dedykowaną pomoc. Opis dotyczył starszego rodzeństwa. On pracuje dorywczo, ma już 60 lat, nikt nie chce go zatrudnić, więc zbiera butelki, sprzedaje je, czasem u kogoś sprząta. Ona jest upośledzona umysłowo w stopniu lekkim, też nie ma pracy. Wspierają się, ale z najwyższym trudem udaje im się związać koniec z końcem.

- Czytałam i nagle zobaczyłam, że jedyną rzeczą, o którą prosi darczyńców ten pan, są rękawiczki - wspomina Natalia. - Nie mogłam uwierzyć. Tylko rękawiczki, bo zbierając złom całą zimę, odmroził sobie ręce. Z całą resztą sobie poradzi! Pojechałam tam. Weszłam i się przeraziłam. Nie mieli nawet podłogi, mieszkali w tragicznych warunkach. I to przecież tuż koło nas. A przy tym oboje byli cały czas uśmiechnięci, na nic nie narzekali, mimo tych wszystkich trudności byli szczęśliwi. To było niesamowite doświadczenie.

Usiadł, żeby podziękować

Podobnych historii Natalia przeżyła przez ten rok znacznie więcej.

- Albo taki chłopak, Maciek - kontynuuje. - Dwadzieścia kilka lat, mieszka na czwartym piętrze z mamą i babcią. Trzy lata temu pojechał za granicę dorobić, spadł z rusztowania, od tego czasu jest sparaliżowany. Cały czas leży, nie za bardzo może nawet skorzystać z toalety, strasznie go męczy, gdy choć przez chwilę usiądzie na łóżku. Nie wychodzi więc, cały czas jest w tym mieszkaniu, jak uwięziony. A umysł ma sprawny. Wcześniej studiował, i to trzy kierunki, jest bardzo zdolny. Jego mama też przez to jest uziemiona, żyje im się bardzo ciężko.

W dzień finału Paczki, gdy pomoc darczyńców trafia bezpośrednio do potrzebujących rodzin, Natalia zadzwoniła do mamy Maćka z pytaniem, czy mogą przyjechać.

- To było niedaleko od naszego magazynu, więc byliśmy po piętnastu minutach - wspomina dziewczyna. - Weszłam pierwsza i nagle zamarłam. Patrzę: Maciek siedzi na wózku i na nas czeka. Rozpłakałam się ze wzruszenia, bo wiedziałam, ile go tu musiało kosztować. A on to zrobił, żeby nam podziękować za to, że nie zostawiliśmy ich samym sobie.

Problem z tykaniem

Zanim doświadczyła takich momentów, Natalia musiała przezwyciężyć problemy. 

- Jako liderka kierowałam zespołem wolontariuszy - opowiada. - Byli wśród nich ludzie w moim wieku, ale były też osoby ponad dwa razy starsze. Na początku miałam kłopot z tym, jak się do nich odnosić. Począwszy od tak prostych kwestii, jak zwracanie się do kogoś na "ty", po wyznaczanie komuś zadań i ich egzekwowanie. Jak mam powiedzieć, co ma robić i potem ją za to rozliczać, nauczycielce, którą znałam ze szkoły i której to ja "powinnam się słuchać"?

Okazało się, że większość tych problemów tkwiła wyłącznie w głowie. - Z Basią, właśnie tą najstarszą nauczycielką, spędziłyśmy podczas Paczki mnóstwo czasu, jeździłyśmy razem na spotkania, w pewnym momencie bariera wiekowa straciła znaczenie. Przestałyśmy ją w ogóle zauważać - mówi Natalia. - Zostałyśmy przyjaciółkami.

Lokalna bohaterka

Za sprawą Szlachetnej Paczki Natalia rzuciła się na głęboką wodę. W projekt chciała się włączyć już wcześniej, jeszcze w gimnazjum zabiegała, by jej szkoła robiła Paczkę, ale wtedy ktoś powiedział, że to za dużo pracy, że nauka ważniejsza. - Bardzo mnie to drażniło! I to, że u nas wciąż nie było Paczki, najbliższy rejon znajdował się 20 km dalej, w Opocznie - opowiada. Liderką zgodziła się zostać również po to, by to zmienić. Mimo młodego wieku wzięła sprawy w swoje ręce.

- Pewnie, że miałam obawy, czy dam radę - przyznaje. - Bardzo pomogło mi to, że wsparły mnie bliskie mi osoby. I błyskawicznie dostrzegłam, że to, co robię, ma sens i faktycznie coś zmienia. Moje najlepsze przyjaciółki od razu się do mnie przyłączyły. Wiedziałam, że gdybym to nie ja była liderką, pewnie nie zostałyby wolontariuszkami.

Wśród znajomych Natalii byli jednak i tacy, którzy pukali się w głowę: że matura, że po co, że szkoda czasu. - A najlepsze, że ci, którzy najwięcej marudzili o tym, że mają lepsze rzeczy do robienia w wolnym czasie, jak zobaczyli, czym się faktycznie zajmujemy, stwierdzili: "kurczę, ale fajna inicjatywa" i też się mocno zaangażowali w pomoc dla nas.

Najlepsi darczyńcy

- Któregoś razu przyszłam do domu zmęczona. Szukaliśmy darczyńców, którzy przygotują pomoc dla rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji, które odwiedzili i zakwalifikowali do projektu wolontariusze. To nie był mój najlepszy dzień - wspomina. - I wtedy podeszła do mnie mama. Powiedziała, że rozmawiała z tatą i cała nasza rodzina włączy się w projekt jako darczyńcy, bo widzą, że to ma sens, że jest mądre i dobrze zorganizowane. Byłam wniebowzięta.

Tata Natalii dostrzegł ponadto, że dzięki udziałowi w Paczce jego córka wyrabia się również... biznesowo. Jak to zauważył?

Fotostory

- Tata od dawna interesuje się fotografią, kocha to, jest samoukiem - tłumaczy Natalia. - I mnie też zaraził tą pasją. Do tego stopnia, że dwa lata temu założyłam bloga fotograficznego i postanowiłam, że będę robiła sesje. Zaskoczyło. Ludzie zaczęli do mnie pisać, że podobają im się moje zdjęcia i chcą, żebym fotografowała dla nich chrzty, wesela. Bałam się tego, bo nagle wszystko zrobiło się takie strasznie poważne, profesjonalne. Nie wiedziałam, czy podołam, czy mój sprzęt się nadaje. I znowu pomógł mi tata. Zdecydował: kupujemy drugi aparat i otwieramy firmę.

Zaczęli jesienią. W tym samym czasie, gdy Natalia rozpoczęła przygotowania do matury i wolontariat w Szlachetnej Paczce.

- Jak nam idzie? To była zdecydowanie jedna z najlepszych rzeczy, jakie razem zrobiliśmy - nie ma wątpliwości Natalia. I, rzecz jasna, swoją zawodową przyszłość wiąże właśnie z fotografią.

Szalony rok

Natalia ma za sobą zdecydowanie najbardziej intensywny rok w swoim życiu. Jak na razie. Bo to, jak się w tym czasie rozwinęła i czego doświadczyła, sprawia, że każdy kolejny może być jeszcze bardziej - pod każdym względem.

- Czego się nauczyłam w Paczce? - zastanawia się. - Tego, jak współpracować z ludźmi. W taki konkretny sposób: gdy jest dużo zadań, obowiązków, gdy trzeba się dzielić pracą. Poza tym odpowiedzialności, systematyczności. No i tego, żeby się nie bać! Otworzyłam się na ludzi i za to jestem Paczce bardzo wdzięczna. Kiedyś zadzwonienie do kogoś obcego z prośbą o pomoc w konkretnej sprawie stanowiło dla mnie ogromne wyzwanie. Wstydziłam się, obawiałam, nie do końca wiadomo czego. A teraz - wiem, że to żaden problem, już się nie blokuję. Działam.

A matura?

- No jak to? Zdałam!

Reklama