Joanna Kulig: Szlachetna Paczka to pomysł na piękne święta

Imponuje mi, na jak olbrzymią skalę jest zorganizowana Szlachetna Paczka – że ten projekt wymaga mobilizacji każdego z nas - mówi Joanna Kulig, która wczoraj otrzymała tytuł najlepszej europejskiej aktorki roku.

Jakub Marczyński: Asiu, w kinach możemy zobaczyć film "Miłość jest wszystkim", w którym grasz główną rolę. Jak to jest z tą miłością, czy faktycznie miłość jest wszystkim?

Reklama

Joanna Kulig: W życiu jest tak, że czego byśmy nie robili, do czego nie dążyli, to jednak najczęściej zwycięża miłość. Więc tak, miłość jest wszystkim - bo miłość jest siłą napędową życia. Trzeba ją w sobie poczuć i dać jej wyraz, najlepiej w kontakcie z drugim człowiekiem, poprzez gesty. Nie wystarczy czuć miłości ale trzeba ją okazywać. A najlepszy czas do tego właśnie nadchodzi - w końcu idą Święta. Dla mnie to moment zatrzymania, zadbania o siebie ale też zwrócenia uwagi na ludzi - nam bliskich i potrzebujących. I symbolicznych gestów objawiających się w tym, że dajemy sobie prezenty czy tym, że na świątecznym stole kładziemy pusty talerz dla potrzebujących.

A co takiego jest w Świętach, że my Polacy wtedy tak chętnie sobie pomagamy?

My Polacy jesteśmy społeczeństwem mocno doświadczonym przez lata komunizmu i wojny. Efektem tego jest to, że wciąż istnieje spora przepaść pomiędzy tymi, którzy mają, a tymi którzy potrzebują. Jestem świeżo po lekturze "Raportu o biedzie Szlachetnej Paczki" i jestem przerażona tym, że dziś co piąta rodzina paczkowa ma do dyspozycji 6 złotych dziennie na przeżycie, że tyle samo rodzin żyje bez łazienki, że co 10 dziecko nie obchodzi urodzin bo rodziców na to nie stać. Bieda w Polsce istnieje, ale niestety jest coraz mniej widoczna gołym okiem. Ciężko dostrzec na ulicy kogoś kto potrzebuje. Z drugiej strony ostatnie lata doprowadziły do tego, że mamy w Polsce coraz większą grupę ludzi zamożnych, którzy będąc przedsiębiorczy, wzbogacając się, na szczęście pielęgnują w sobie też postawę dzielenia się z drugim człowiekiem. Bo pamiętają, skąd się wzięli i że nie zawsze było kolorowo.

A święta to najlepszy czas ku temu by to robić. Bo zasiadając do stołu wigilijnego, nakrywając obrus dla osoby, której wcześniej pomogłeś, wyobrażasz sobie, że ta osoba, jest z nami przy tym stole wigilijnym. Czy właśnie nie o to chodzi w pięknych świętach - żeby nie zakręcić się tylko na to kupowaniu, ale by znaleźć czas na refleksję i podzielenie się z drugim człowiekiem tym co mamy najpiękniejsze.

Mam wrażenie, że ten temat "pomagania" jest ci bardzo bliski.

Tak. Bo wciąż pamiętam jak pomógł mi w życiu Grzesiu Turnau. Ostatnio właśnie mówił, że jest bardzo ze mnie dumny i że jestem jego "Aśką". Jest to dla mnie bardzo wzruszające, więc jeśli ja mogę teraz komuś pomóc, to to jest dla mnie absolutnie zatoczenie koła i wielkie szczęście, że mogę być dziś z rodzinami potrzebującymi Szlachetnej Paczki.

I myślę, że najgorsze jest to by nie bać się korzystać z pomocy. Bo jeżeli człowiek ma odwagę poprosić o pomoc, to ktoś może mu jej udzielić a dzięki temu ten może rozwijać się i iść w swoim kierunku, aby potem móc samemu pomagać innym. Dzielenie i pomaganie jest bardzo ważne, bo jeżeli znajdzie się ludzi, którzy mają w sobie taką chęć rozwoju i pójścia do przodu, to oni złapią tą pomoc za rękę i pójdą w swoim kierunku. Ale jeśli takim osobom nikt nie pomoże to powstaje u nich bezradność i frustracja, brak wiary i zakopanie swoich talentów, możliwości, pędu do rozwoju.

Jest taki typ pomocy w czasie Świąt, który mi osobiście bardzo odpowiada - który zachęca ludzi do rozwoju a nie do przyjmowania jałmużny. Gdzie pomagam konkretnej rodzinie potrzebującej, dostrzegam jej problemy i reaguję, po to by zmienić jej historię. Taka pomoc wtedy staje się sposobem na budowanie wspólnoty sąsiedzkiej, która zatacza koło - dzięki której ci którzy byli kiedyś potrzebujący, mają teraz więcej niż kiedyś i teraz mogą podzielić się tym co mają z potrzebującymi. Taką pomocą zajmuje się Szlachetna Paczka, która sprawia że dzielenie się swoim dobrem uszlachetnia człowieka i przywraca równowagę społeczną. Szlachetna Paczka to po prostu przepiękną inicjatywą.

A co dla Ciebie jest wyjątkowe w Paczce?

Szlachetna Paczka to taka dobroczynność pozytywna, która mam nadzieję, że zakodowała się w świadomości Polaków jako mądra pomoc i nowa tradycja przedświąteczna. Bo pomagać można mądrze ale i niestety "na odwal się", bez zainteresowania czy nasze działania przyniesie jakiś efekt. Wiem też, że jest też taka pomoc, która potrafi upokorzyć. A Szlachetna Paczka została wymyślona tak, aby podnieść godność człowieka i zmienić życie rodziny potrzebującej. I to bardzo dobrze funkcjonuje: najpierw wybiera się rodziny i reaguje na konkretne potrzebny, nie kupuje się w ciemno. Jest też prezent, odpowiadający na marzenia.

Z drugiej strony imponuje mi na jak olbrzymią skalę jest zorganizowana Szlachetna Paczka - że ten projekt wymaga mobilizacji każdego z nas! Będąc ostatnio w różnych krajach, w związku z promocją "Zimnej wojny", opowiadamy sobie podczas spotkań towarzyskich z aktorami o różnych rzeczach i tematach. I rzeczywiście - sposób organizacji Szlachetnej Paczki jest rzeczą niespotykaną na skalę światową, takiej drugiej pomocy po prostu nie ma.

A jak wyglądałyby Święta bez Szlachetnej Paczki, ludzie wciąż by sobie pomagali?

Myślę, że tak, ale byłyby to bardzo smutne Święta. Bo PACZKA zakodowała się w naszej świadomości w bardzo pozytywny sposób. Dała impuls do pojednania. Co rok uruchomia prawie milion osób do działania dla innych, tyle radości, nie mówiąc już o rodzinach, które były obdarowane.

Szlachetna Paczka jest pomysłem na piękne święta i w tym szaleństwie przedświątecznym, jest tak zorganizowana, by dobrze pomóc drugiemu człowiekowi. Dbajmy o nią.

To co wymagałoby jeszcze poprawienia aby te Święta naprawdę były piękne? Jak wspominasz swoje najpiękniejsze Święta?

Ja nie wiem, czy to było związane z tym, że się wychowałam w górach, ale dawniej nie było takiego szaleństwa związanego z gorączką zakupową. Dziś mam wrażenie, że chodzi o "kupuj, kupuj" już od listopada. Ja pamiętam, że było więcej przygotowań duchowych i czasu rodzinnego, były jakieś drobne prezenty, chodź nie były one dla mnie najważniejsze. Dla mnie Święta zakodowały się, jako wspólny, rodzinny czas. I pamiętam też wspólne kolędowanie w kościele, przygotowywanie całej oprawy. No i pasterkę. Każdy grał na jakichś instrumentach, śpiewał.

A jeśli mowa o prezentach i świętach, to czy pamiętasz jaki był twój ulubiony prezent od Mikołaja?

Marzyłam kiedyś o malowance z wiewiórką - pamiętam, że widziałam ją gdzieś w kiosku i mówiłam "ale mi się podoba ta malowanka", a potem dostałam ją pod choinkę. Wtedy jeszcze wierzyłam w Św. Mikołaja i jakoś strasznie się cieszyłam tym prezentem. W Muszynce skąd pochodzę, był taki zwyczaj, że prezentów nie otrzymywało się pod choinkę gwiazdkową, ale 6 grudnia. Wtedy Ksiądz przebierał się za Św. Mikołaja, my zbieraliśmy się  w kościele, aby dostać od niego prezenty. I to co pamiętam, to każde dziecko było obdarowane. Niezależnie od tego, czy kogoś było czy nie było na prezent stać.

Rozmawiał: Jakub Marczyński

Reklama