Bieda nie jest wynikiem lenistwa. Prawdziwe przyczyny ubóstwa w Polsce

W głowach wielu z nas zalęgł się szkodliwy stereotyp, który każe traktować ubóstwo jako nieledwie karę za grzechy, dotykającą przede wszystkim ludzi niezaradnych, leniwych, uparcie unikających pracy. W takim myśleniu dają się posłyszeć echa potransformacyjnego i neoliberalnego przekonania, że bieda jest zawsze w jakiś sposób przez człowieka zawiniona.

Okazuje się jednak - i dowodzą tego najnowsze dane GUS-u, których empirycznym potwierdzeniem jest tegoroczny "Raport  o biedzie" przygotowany na zlecenie Stowarzyszenia Wiosna - że ubóstwo jest znacznie bardziej złożonym zjawiskiem niż podpowiada nam często, niesprawiedliwie, intuicja.   

Reklama

- Blisko trzydzieści lat po transformacji ustrojowej bieda - namacalna, fizyczna, której konsekwencją bywa głód, chłód i beznadzieja - wciąż jest w Polsce realnym problemem, z którym zmaga się kilka milionów Polaków. To, że większość z nas ma ten komfort, by nie stykać się z nią na co dzień, nie oznacza, że możemy ją ignorować - pisze we wstępie do "Raportu..." Joanna Sadzik, prezes Stowarzyszenia Wiosna.   

Wolontariusze biorący udział w akcji "Szlachetna Paczka" odwiedzili w 2017 r. blisko 35 tys. gospodarstw domowych, co przełożyło się na ok. 70 tys. godzin spotkań i wizyt "środowiskowych". Na podstawie danych, które udało się zebrać w ich trakcie, sporządzono następnie statystyki, które - łagodnie mówiąc - do wesołych nie należą.   

Krajobraz polskiej nędzy

Okazuje się oto, że co piąta rodzina żyjąca w Polsce ma dziennie do wydania nie więcej niż 6,70 zł. Oznacza to, że w prawie 20 proc. przypadków miesięczny budżet polskich gospodarstw domowych nie przekracza nawet 200 zł (według obliczeń GUS-u czteroosobowa rodzina potrzebuje tymczasem na przeżycie miesiąca przynajmniej 1571 zł). W wielu peryferyjnych regionach potrafi być nawet jeszcze gorzej. Szalejące w nich bezrobocie dotyka bowiem często aż 20 proc. mieszkańców.   

Na tym jednak nie koniec. Krajobraz polskiej nędzy jest bowiem o wiele bardziej przygnębiający - niemal 20 proc. osób objętych opieką "Szlachetnej Paczki" nie ma w swoim domu łazienki, a co piąte gospodarstwo przeznacza na leki nie mniej niż 500 zł miesięcznie.   

Optymizmem nie napawają też szacunki Eurostatu, który donosi, iż ponad 1,2 mln dzieci w naszym kraju zagrożonych jest ubóstwem i wykluczeniem społecznym (ponurego obrazu dopełnia choćby fakt, że w co trzeciej polskiej rodzinie w jednym pokoju zamieszkuje niekiedy aż troje dzieci).   

Ciężko mają jednak nie tylko najmłodsi. Z trudną sytuacją materialną zmagają się również studenci, którzy wchodząc w dorosłość mają na życie średnio 925 zł miesięcznie (to maksymalne wsparcie, jakiego w wielu przypadkach - jeśli w ogóle - mogą im udzielić rodzice). Jest to bezspornie najniższe studenckie "kieszonkowe" w Unii Europejskiej.   

Bieda to nie patologia

Wielu Polaków walczy więc o przetrwanie każdego dnia, z problemami radząc sobie tylko doraźnie. W takich warunkach - gdy trzeba się przede wszystkim skoncentrować na sprawach bieżących - po prostu brakuje czasu na trwałą poprawę sytuacji bytowej. Stąd wzięła się zresztą kategoria "biednych pracujących", którzy - jako skazani na wykonywanie niskopłatnych prac dorywczych - nie są w stanie utrzymać się "od pierwszego do pierwszego". Sytuacja taka rodzi w nich uczucie odłączenia od reszty społeczeństwa, "zamknięcia" w biedzie.   

Przyczyny takiego stanu rzeczy nie są jednak wyłącznie umotywowane ekonomicznie. Ubóstwo nie ma bowiem jednego oblicza. Przeciwnie - składa się na nią wiele czynników. Takich np., jak nieobecność jednego z rodziców (spowodowana np. jego śmiercią), ciężka i kosztowna w leczeniu choroba któregoś z członków rodziny, wypadki losowe czy nawet... nagły wydatek, którego nie uwzględniono w domowym budżecie, a który - w skrajnych sytuacjach - może doprowadzić do wpadnięcia w spiralę kredytową. Co więcej: aż 75 proc. rodziców zobowiązanych do płacenia alimentów konsekwentnie "unika" tego obowiązku.   

Dużym wyzwaniem dla niezamożnych jest również niepełnosprawność, z którą zmaga się blisko 26 proc. gospodarstw pozostających pod opieką "Szlachetnej Paczki". Rehabilitacja i świadczenia opiekuńcze potrafią pochłonąć nawet 20 proc. domowego budżetu. By znaleźć się na ekonomicznym marginesie nie trzeba więc wiele. I niekoniecznie trzeba sobie na to "zapracować".   

- Nieszczęśliwy wypadek, splot niefortunnych wydarzeń, choroba i nagła niepełnosprawność czy wpadnięcie w pułapkę kredytową, to sytuacje, które stają się udziałem również tych, którzy żyli w przekonaniu, że bieda ich nie dotyczy - podkreśla Joanna Sadzik.   

Złe wzorce, niewłaściwe przykłady

Badania dowodzą, że w rodzinach borykających się z problemami ekonomicznymi panują, niestety, dogodne warunki do reprodukcji niewłaściwych wzorców społecznych, ekonomicznych czy wychowawczych. W takiej atmosferze nie da się często wpoić dzieciom nawyku oszczędzania czy rozsądnego dysponowania pieniędzmi - z oczywistych przyczyn brakuje bowiem "materiału" dydaktycznego, z którego rodzice mogliby w takich sytuacjach skorzystać (sytuację utrudnia ponadto fakt, że bieda pociąga za sobą często wiele innych problemów, jak np. uzależnienie od alkoholu).   

TNS podaje, że w ponad połowie polskich rodzin nie udaje się znaleźć czasu, by zjeść z dziećmi choć jeden wspólny posiłek dziennie, a co drugi rodzic w Polsce nie rozmawia z nimi chociaż raz dziennie (współczesna psychologia wychodzi natomiast z założenia, że jest to warunek konieczny dla prawidłowego rozwoju dziecka).   

Wesołe jest życie staruszka?

Nie lepsza jest sytuacja polskich seniorów. Wielu z nich musi przeżyć mając do dyspozycji 11 zł dziennie. Jednocześnie aż 50 proc. z nich przyznaje, że ubóstwo utrudnia im codzienne funkcjonowanie. Towarzyszące mu poczucie osamotnienia sprawia, że czują się nikomu niepotrzebni (przyznaje się do tego aż 10 proc. respondentów w dojrzałym wieku).   

To zaś wpędza ich w poczucie beznadziei i niemocy, stając się czasem przyczyną depresji. Polscy seniorzy borykają się jednak nie tylko z czynnikami natury ekonomicznej. Doskwiera im także kiepskie zdrowie - ograniczona mobilność i problemy z poruszaniem się sprawiają, że wielu z nich przestaje w końcu wychodzić "do ludzi", co tylko pogłębia dręczące ich poczucie izolacji.  

Nic zatem dziwnego, że wielu polskich seniorów na pytanie o marzenia odpowiada zwykle w ten sam sposób - stwierdzając mianowicie, że w ostatnich latach życia chcieliby dla siebie już tylko jednego: żeby nie było im gorzej.   

Zmiana, która może nadejść dziś

Podopieczni "Szlachetnej Paczki" marzenia mają różne. Jedni chcieliby zjeść karpia na święta. Jeszcze inni mówią, że wystarczy im przeżyć o jeden dzień dłużej od schorowanych lub wymagających opieki bliskich. Są też tacy, którzy dawno temu wrzucili marzenia do szuflady z etykietą "fanaberie" i nawet już o nich nie myślą.   

By zmienić coś w życiu osób borykających się z ubóstwem wcale jednak nie trzeba wiele. Można zostać wolontariuszem i zająć się niesieniem bezpośredniej pomocy. Dla wielu seniorów objętych opieką  "Szlachetnej Paczki" od datków i lekarstw ważniejsza jest często rozmowa i towarzystwo odwiedzających ich dobroczyńców.   

Żeby poprawić sytuację bytową wielu polskich rodzin też więcej nie trzeba: przekazane im jedzenie, środki czystości czy ubrania mogą skutecznie odciążyć ich budżet, pozwalając im na przeprowadzenie od dawna odkładanych remontów czy zadbanie o leczenie i rehabilitację chorych lub niepełnosprawnych domowników.   

Jeśli brak nam czasu, by w pomoc zaangażować się osobiście - "Szlachetną Paczkę" zawsze można też wesprzeć finansowo zlecając przelew na dowolną kwotę. Owszem, brzmi to jak banał, ale... w tym wypadku naprawdę liczy się każdy grosz.   

Tekst powstał we współpracy ze Stowarzyszeniem Wiosna, organizatorem akcji "Szlachetna Paczka".

Reklama